Moje zainteresowanie streetartem zainicjował w latach dwutysięcznych nieistniejący już mural Barcelona autorstwa Bartolomeo Koczenasza — praca na ścianie kamienicy przy skrzyżowaniu ulic Straszewskiego i Piłsudskiego w Krakowie. Wiersz Adama Ziemianina o tym samym tytule, przeniesiony na ścianę, miał szerszy kontekst. W tym miejscu był też słynny Bar mleczny Barcelona. Miejsce spotkań, w którym w latach dziewięćdziesiątych stołowałyśmy się i my z przyjaciółką, wtedy uczennice liceum plastycznego.
Wracając do muralu — połączenie słowa, które dla mnie jest niesamowicie istotne, z formatem budynku było swoistym odkryciem. Intrygowało, dodawało mocy zwykłej kamienicy. Litery i wyrazy definiowały ją na nowo. Patrzyłam na ten mural jak na coś, co opowiada swoją historię.
Z perspektywy czasu wyłonił się jeszcze jeden aspekt — słowa wiersza nadal mają dla mnie tę samą ogromną moc, a poniższy cytat:
Wtedy jeszcze mieliśmy
paszporty do młodości
takie radosne
przypomina mi o tym, że czas płynie nieubłaganie. Zachowałam ten paszport do młodości, to tak na marginesie… Bardzo, bardzo żałuję, że mural nie przetrwał. I Bar Barcelona też.
Miałam możliwość rozmowy z twórcą tegoż muralu — krakowskim artystą Bartolomeo Koczenaszem. Spotkaliśmy się w sobotnie przedpołudnie w Składzie Solnym, historycznym budynku przemysłowym, który dziś funkcjonuje jako dynamiczna, oddolna przestrzeń kultury, sztuki i społeczności w Krakowie — miejsce pracy artystów, organizacji i wydarzeń kulturalnych dostępnych dla szerokiej publiczności.
Bartolomeo wprowadza mnie w historię powstania muralu. Został on wykonany w czerwcu 2012 roku jako część Grolsch ArtBoom Festival. Pomysł narodził się z dostępnej przestrzeni — pustej działki ze śladami pozostałości na ścianach sąsiedniej kamienicy, po budynku, który tam był.
Zadziwiające było, że taka przestrzeń straszy w środku miasta i zadziwiające było dochodzenie do tego, co tam było i jakie ma znaczenie. I okazało się, że był tam Bar Barcelona, a ten z kolei był nazywany alternatywną twierdzą myśli intelektualnej — wyjaśnia Koczenasz.
Ta historia otworzyła artyście możliwość do złożenia projektu w konkursie ArtBoom. Przysłowiowe połączenie kropek zaowocowało stworzeniem muralu nawiązującego do epoki, w konwencji maszynopisu, z użyciem tekstu Adama Ziemianina.
Bartolomeo ma świetne archiwum dokumentujące tę pracę, nota bene zasługujące zdecydowanie na osobny artykuł.
Postanawiam dopytać: co czuje artysta, gdy dzieło znika?
Coś się kończy, coś się zaczyna, dzieło nigdy nie trwa wiecznie, nie towarzyszą temu jakieś ekstremalne emocje — mówi Bartolomeo. Mural dla niego jest przygodą, lubi ściany z historią i co jakiś czas sięga po tę formę artystycznego przekazu.
Na zakończenie spotkania dzieli się ze mną wybranymi zdjęciami ze swojego archiwum.

Zawsze fascynowało mnie, co dzieje się pomiędzy gestem artysty a spojrzeniem przechodnia. Ta cienka, niemal niewidoczna przestrzeń, w której sztuka przestaje być tylko obrazem, a zaczyna być rozmową. A mural to dla mnie rozmowa artysty ze zwykłym człowiekiem i właśnie dlatego stał się ważnym aspektem mojej pracy. Mam szczęście móc takie projekty realizować zawodowo.
Często znajduję się właśnie tam — w roli zleceniodawcy, pośrednika, obserwatora i towarzysza procesu. Od roku mam przyjemność współpracować z Mikołajem Rejsem, towarzysząc mu w jego procesie twórczym.
Rejs jest artystą o wyraźnie ukształtowanej, indywidualnej tożsamości twórczej, której nie sposób pomylić z żadnym innym twórcą współczesnego streetartu. Jego styl wyróżnia się charakterystycznym połączeniem baśniowości, surrealizmu i symbolicznej narracji, przenikającej miejską przestrzeń z niezwykłą lekkością. W jego muralach rozpoznawalne są organiczne formy, płynne linie, motywy natury i postaci splecione z fantastycznymi elementami, które budują atmosferę snu lub legendy. Rejs potrafi nadać nawet surowym, postindustrialnym przestrzeniom poetycki wymiar, zachowując przy tym spójność estetyczną i konsekwencję formalną. Każde jego dzieło nosi wyraźny „podpis” — zarówno w kolorystyce, jak i w sposobie budowania metafory. Dzięki temu prace są natychmiast rozpoznawalne, a sam artysta uznawany jest za jedną z najbardziej charakterystycznych postaci polskiego muralizmu współczesnego.
Podczas analizy tej twórczości, zatrzymała mnie jedna z prac — Universes. Powstała w ramach Festiwalu Sztuki Open City w Krakowie w 2024 roku. Charakterystyczny styl Mikołaja zredukowany do postaci — form, minimalistycznych i dynamicznych w zmierzaniu do siebie i idea nas samych jako niezależnych uniwersów jest niezwykle dla mnie frapująca.
Są to symboliczne dwa wszechświaty, które tak jak w galaktyce łączą się ze sobą. Jest to odniesienie też do naszych, ludzkich relacji, gdzie poprzez spotkanie i wymianę poglądów dzielimy się cząstką siebie i zyskujemy część drugiej osoby, budując tym samym siebie — precyzuje Mikołaj.

O czym się przekonałam, mając możliwość obserwować tego artystę przy pracy? Jak złożony jest to proces, wieloetapowy i wielowarstwowy. Spytałam Mikołaja, czym dla niego jest mural. Odpowiedział:
Jest to sposób na wyrażanie siebie. Każdy człowiek chce w życiu robić rzeczy zgodne z potrzebami. Czułem potrzebę tworzenia przekazu dla ludzi na ścianach, ulepszania przestrzeni publicznej poprzez pozytywny komunikat.
Jedną z moich ulubionych realizacji jest mural Wiosna — mural, który żyje z miastem. To opowieść o współczesnej aktywistce, Wandzie, bo ta księżniczka właśnie była inspiracją, która rzuca bomby kwietne, jest za pan brat z naturą, ma swój styl i nie boi się wystąpić w dużym formacie. Gdy Mikołaj malował ten mural, a ja obserwowałam ten proces, doszłam do wniosku, że mural nie jest tylko efektem artystycznej wizji. To spotkanie wielu energii — artysty, miejsca, pogody, ludzi, którzy mijają rusztowanie czy podnośnik i zatrzymują się choć na sekundę. Są ciekawi tego procesu, chcą rozmawiać, zadają pytania, komentują. Mikołaj ma dar zjednywania sobie ludzi — dla każdego znajdzie czas na krótką rozmowę, wyjaśnienie idei czy przybliżenie techniki, w jakiej pracuje. Kiedy po ukończeniu pracy obserwowałam reakcje przechodniów, stwierdziłam, że Wiosna przestała należeć do kogokolwiek konkretnego. Stała się częścią miasta. Spytałam Mikołaja, co czuje po skończonej pracy:
Zazwyczaj czuję zmęczenie i narastającą potrzebę tworzenia następnego muralu. Elementem dającym najwięcej satysfakcji jest sam proces malowania. Najgorsze jest spełnienie, ja zawsze czuję niedosyt, zawsze mogę coś udoskonalić — dodał.Zdjęcia z realizacji

Najnowsza realizacja, mural Wewnętrzny ogród, powstał z inspiracji jednym z arrasów znajdujących się w zbiorach Zamku Królewskiego na Wawelu. Mural, stworzony z inicjatywy marki Medicine i Zamku Królewskiego na Wawelu, stanowi element promocji polskiego dziedzictwa narodowego oraz upamiętnia współpracę pomiędzy marką modową a jedną z najważniejszych instytucji kultury w Polsce. Oryginalny arras, który stał się inspiracją dla muralu, można podziwiać w Muzeum Zamku Królewskiego na Wawelu.
Mikołaj zatytułował mural „wewnętrznym ogrodem”, odwołując się do wawelskich arrasów, Skoro arrasy upiększają wnętrza Wawelu, to mural może stać się ozdobą wnętrza miasta. To także metafora, pielęgnowania swojego wewnętrznego świata, tak jak pielęgnuje się ogród.
Cieszę się z tej realizacji, bo jest to praca związana z moim wykształceniem. Temat, który łączy moje zainteresowanie sztuką i naturą. Mural bardzo podoba się ludziom, niesie pozytywne emocje, ma wartość edukacyjną. Połączyłem elementy zastane, jakimi były niedziałające anteny satelitarne, z motywem kwiatów występujących na muralu i tym samym powstały obiekty, które dopełniają całości. Są zauważane przez przechodniów i pozytywnie komentowane.
Odbiorca jest dla Mikołaja niezwykle istotny — to właśnie dla niego tworzy dzieła. Zrozumienie potrzeb i oczekiwań widza pozwala mu tworzyć prace wywołujące emocje i pozostające w pamięci. Murale, jako sztuka publiczna, powinny łączyć różne dziedziny artystyczne — malarstwo, grafikę oraz elementy rzeźby — aby wzbogacić doświadczenie estetyczne i uczynić przestrzeń miejską bardziej angażującą. W ten sposób mural staje się nie tylko obrazem na ścianie, ale też medium komunikacji między artystą a społecznością.
Mam nadzieję, że ci, którzy przechodzą obok, zatrzymają się choć na chwilę i zabiorą ze sobą małą refleksję — dodaje na zakończenie naszej rozmowy.

Według mnie mural to nie tylko obraz. To proces, który zaczyna się w pomyśle, w rozmowie, w intuicji — a kończy w ruchu: w oczach ludzi, którzy na niego patrzą, w komentarzach, w codziennych spacerach.
Jako obserwatorka mam poczucie, że murale uczą mnie czegoś o zaufaniu. O tym, że sztuki i artysty nie da się w pełni kontrolować; że trzeba pozwolić jej oddychać.
Czasem mam wrażenie, że murale są jak lustra. Pokazują nie tylko to, co artysta chciał powiedzieć, ale też to, co my — jako miasto, jako ludzie —chcemy w nich zobaczyć.
I może właśnie w tym tkwi ich siła: w słowie „murale” kryje się to „ale”, ta metafora przestrzeni pomiędzy — między gestem artysty a spojrzeniem obserwatora. To tam, w tej niewidzialnej szczelinie, rodzi się prawdziwa rozmowa.
Mikołaj Rejs — artysta wizualny, muralista, ilustrator i twórca street artu, jedna z czołowych postaci wśród polskich twórców murali. Od końca lat 90. tworzy murale i instalacje w Polsce i za granicą, m.in. w Krakowie, Łodzi, Warszawie, Berlinie, Lizbonie, Mediolanie, Monachium i Pradze.
Do jego najbardziej znanych realizacji należą m.in. monumentalny Intergalactic w Łodzi oraz Wiosna i Wiedza w Krakowie — prace o silnym społecznym i symbolicznym przekazie. Styl Rejsa łączy ekspresję graffiti z malarską narracją pełną natury, mitologii i fantastycznych postaci.
Uczestnik międzynarodowych festiwali street artu (m.in. Meetings of Styles, Street Art Festival Katowice). Współpracuje także z galeriami i instytucjami kultury, m.in. z MOCAK-iem, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha oraz Fundacją Zróbmy Sobie Kraków. Jako kurator koordynował wystawy m.in. w Muzeum Galicja oraz w Małopolskim Ogrodzie Sztuki w Krakowie. Stypendysta Miasta Krakowa w 2020 roku.
Jest członkiem kolektywów Skład Solny oraz CSW Wiewiórka, w ramach których brał udział w wystawie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.
www.mikolajrejs.com
Bartolomeo Koczenasz — artysta wizualny, absolwent filozofii UJ, współzałożyciel CSW Wiewiórka w Krakowie. W latach 2016—2018 prowadził Art House w Krakowie. Od 2010 roku współorganizuje wystawy, programy rezydencyjne i wydarzenia społeczno-artystyczne, m.in. Wodną Masę Krytyczną, Domek na Jesionie (Wrocław ESK). W 2018 spławił Wisłą z Krakowa do Gdańska rzeźbę Księżyc — Dar Krakowian dla Pomorzan. W czasie pierwszego lockdownu zorganizował w oknie Składu Solnego serię 13 indywidualnych wystaw sąsiadów ze Składu Solnego. Tworzy kolaże i instalacje fotograficzne oraz realizuje prace wielkoformatowe na budynkach m.in. mural zatytułowany Barcelona w Krakowie (Festiwal ArtBoom), serię kolaży o miejscach, m.in. na praskim Zizkovie, krakowskiej ul. Szpitalnej i jarosławskim Rynku.
www.bartsmiles.com.