Grzegorz Bugaj jest artystą wizualnym. Najbliższe są mu malarstwo olejne, rysunek, grafika warsztatowa oraz film, zwłaszcza animacja. Jego twórczość jest bardzo oryginalna, a jej istotnym źródłem jest druga wielka pasja –sporty ekstremalne. Kolarstwo wyczynowe zajmuje w jego życiu szczególne miejsce. Sztuka i sport przenikają się w jego działaniach, od ponad 20 lat uprawia kolarstwo grawitacyjne. Sport jest dla niego motorem działania i naturalnie łączy się z twórczością.
Obecnie artysta koncentruje się na pracy doktorskiej, w której próbuje połączyć obie pasje w spójną całość. Bada, w jaki sposób sport ekstremalny wpływa na percepcję i proces twórczy. Zakłada, że istnieje wyraźna relacja między doświadczeniem ekstremum a jego malarstwem. Poprzez jazdę wprowadza się w stan, który określa jako flow, a następnie maluje pod wpływem emocji bezpośrednio po zjeździe. Interesuje go różnica między pracami powstałymi w tym stanie a tworzonymi w oderwaniu od sportu.

Jak zaczęła się Twoja droga ze sztuką? Kiedy pomyślałeś, że będziesz artystą?
Ze sztuką miałem kontakt właściwie od zawsze, głównie dlatego, że moja ciocia i wujek ukończyli ASP. Ciotka pracuje jako kostiumolog teatralny, więc sztuka była gdzieś wokół mnie od początku. Moja kreatywność ujawniała się w różnych dziedzinach i na różne sposoby już od wczesnego dzieciństwa.
Taki moment przełomowy przyszedł, kiedy przeprowadziłem się do akademika ASP na Kapelance w Krakowie. Poznałem tam środowisko artystyczne, ludzi, złapałem nowe inspiracje. Wtedy podjąłem świadomą decyzję, że chcę być artystą. Studiowałem już formy przemysłowe, ale stwierdziłem, że spróbuję też grafiki. Zacząłem dużo malować dla siebie, jeździć na plenery, po prostu tworzyć.
Bycie artystą to według mnie jedna z trudniejszych dróg, jakie można wybrać, ale lubię wyzwania i takie „pójście pod prąd” – trochę jak w sporcie – to taka moja droga wojownika.

Jak na górze, tak na dole – element, 100 × 70 cm, 2020

Czy już wtedy miałeś jasno określony cel twórczy – kierunek? Skończyłeś formy przemysłowe i grafikę, ale zaskakująco dużo malujesz… Jakie znaczenie ma dla Ciebie malarstwo?
Świadomie wybrałem grafikę, bo studia na tym kierunku niesamowicie poszerzały moje artystyczne horyzonty, dając realną możliwość zapoznania się z rozmaitymi dyscyplinami i technikami artystycznymi. Chciałem spróbować różnych rzeczy: animacji, grafiki warsztatowej, rysunku. Studiowanie grafiki dawało mi taką możliwość.
Malarstwo ma dla mnie ogromne znaczenie. Pozwala mi się artystycznie wyszaleć, pokazać wewnętrzne flow. Jest też jednym z najistotniejszych elementów badań, jakie prowadzę w ramach mojego doktoratu. Jest jednocześnie narzędziem badawczym i celem badań.
Natomiast w grafice z pewnością poruszam więcej tematów technicznych. Ten techniczny sposób patrzenia przeniósł się u mnie obecnie także do malarstwa. W moich najnowszych pracach widać wyraźny wpływ grafiki na charakter linii i plamy.
Jednak jest dla mnie bardzo ważne, że niektóre motywy malarskie „przechodzą” płynnie do cykli graficznych i na odwrót.

Biologiczna strefa zgniotu – statek, 100 × 70 cm, wklęsłodruk, 2019

Kto lub co miało najmocniejszy wpływ na Twoje myślenie o sztuce?
Wiesz, bardzo trudno jest odpowiedzieć na to pytanie.
Od dziecka miałem dużo kontaktu ze sztuką i ogólnie z kulturą wizualną. Dużo oglądałem, dużo podróżowałem i to wszystko się jakoś naturalnie wchłaniało. Duży wpływ mieli na mnie dziadkowie, którzy lubili bardzo podróżować i często zabierali nas ze sobą na różne wyjazdy. Gdy byłem w podstawówce i wczesnym gimnazjum, sporo jeździłem właśnie z nimi. Byliśmy między innymi w Egipcie, Grecji, Turcji czy Hiszpanii. Dość wcześniej miałem kontakt z zabytkami i sztuką, bo babcia celowo wybierała miejsca związane ze starymi cywilizacjami, takimi „kolebkami kultury”.
Podobnie mama zabierała mnie do różnych europejskich miast, głównie do galerii sztuki. To wszystko się trochę mieszało i z czasem zaczęło wpływać na to, jak patrzę na obrazy i w ogóle na rzeczy wizualne.
Jest też taka sytuacja z Egiptu. Babcia nie chciała wejść do piramidy – chyba się trochę bała zejścia do środka, do grobowca. Ja bardzo chciałem, więc poszedłem sam z grupą turystów. Dziadkowie czekali na mnie na zewnątrz. Kiedy wróciłem, babcia powiedziała, że wyglądam jakoś inaczej, jakbym był odmieniony… (śmiech)
I jak patrzę na to z perspektywy czasu, to widzę, że te podróże naprawdę miały duży wpływ na moją sztukę. W moich pracach często pojawiają się znaki, takie „pisma”, których nie da się do końca odczytać. Myślę, że to się bierze właśnie z tamtego czasu – z dziecięcej fascynacji starożytnymi kulturami, ich symbolami i systemami znaków.
Zawsze mnie w tym ciekawiło to, że coś niesie jakąś informację, ale nie potrafię jej do końca odczytać. I to napięcie między tym, co „znaczy”, a tym, czego nie rozumiem, chyba zostało ze mną do dziś.

Pragnienia czarownika, 2024, olej, płótno, 100 × 70 cm

Skoro jesteśmy przy tworzeniu, to opowiedz mi, proszę, jak wygląda Twój proces twórczy? Na początku jest pomysł, emocje? Jak się to wszystko zaczyna? Czy po prostu zaczynasz malować i obraz sam Cię prowadzi?
Rzadko zaczynam od konkretnego pomysłu. Na początku dużo rysowałem w sposób automatyczny, bez założonego konceptu – trochę jak u surrealistów. Czasem pracuję na bazie szkiców, ale często wracam też do starszych prac i rozwijam je dalej. Zdarza się, że coś, co uznałem za skończone, staje się punktem wyjścia do nowej pracy. Moja praca często prowadzi mnie w zupełnie inną stronę, niż zakładałem. W grafice mam zwykle plan, ale i tak pojawia się wiele zmiennych. Tworzenie jest dla mnie podróżą w nieznane – nigdy do końca nie wiem, jaki będzie efekt.

Czerwone światła, 2024, olej, płótno, 100 × 140 cm

Co jeszcze Cię inspiruje?
Nie boję się oglądać sztuki innych twórców. Nie boję się inspirować sztuką światową. Mam takie prace, które mają konkretne źródła inspiracji i często zaznaczam to w tytule – co może być ciekawe dla odbiorcy.

Czy są jakieś nurty albo artyści, którzy wpłynęli na Ciebie szczególnie mocno?
Zawsze poruszał mnie nurt surrealistyczny. Bardzo cenię Maxa Ernsta za jego postawę artystyczną. Podobają mi się też niektóre prace Dalego. Cenię również impresjonizm i postimpresjonizm.
Zdarza się, że twórczość danego artysty tak mocno na mnie oddziałuje, że muszę to później odreagować w swoich pracach. Po prostu to z siebie „wyrzucić”. To taka forma uwolnienia. Tak było kilka lat temu z Van Goghiem – żeby się uwolnić od jego wpływu, namalowałem Babcię van Gogha (śmiech).

Apacz Zwierzyniecki, 2026, olej, płótno, 200 × 100 cm

Jaka jest rola artysty we współczesnym świecie? Czy sztuka powinna zadawać pytania?
Jest wiele poziomów, na których można na to pytanie odpowiedzieć. Dla mnie artysta to ktoś, kto odczuwa wewnętrzną potrzebę tworzenia i nie robi tego wyłącznie dla odbiorcy, ale przede wszystkim dla siebie. Według mnie sztuka nie musi zadawać trudnych pytań, ale oczywiście może to robić. Jeśli wypływa z wewnętrznej potrzeby, to i tak je zadaje – i na nie odpowiada. Często są to moje własne pytania i odpowiedzi, których nie muszę nazywać. To jest bardzo szeroki i trudny temat – od razu pojawia się pytanie o to, czym właściwie jest sztuka.

Zdjęcie z pracowni w mieszkaniu, 2026, Kraków ul. Zwierzyniecka, fot. Julita Deluga

Nad czym obecnie pracujesz?
W tym momencie moim najważniejszym celem artystycznym na najbliższy czas jest doktorat. Bardzo zależy mi na tym, żeby zachować balans i nie zatracić się w tej pracy. Staram się działać tak, żeby nie stracić chęci i mojego wewnętrznego flow, żeby się nie wypalić. Zależy mi, żeby moje działania były naturalne i w pewnym stopniu spontaniczne.
Mam pomysły na nowe grafiki, tworzę ich coraz więcej. Udało mi się też lepiej przystosować pracownię do tych działań. Obecnie jestem na etapie tworzenia grupy osób pracujących w technice wklęsłodruku – to ludzie ze studiów. Może uda się powołać do życia jakąś „nową awangardę wklęsłodruku”.

Jakie znaczenie ma dla Ciebie wspólnota artystyczna?
To jest dla mnie bardzo ważne. Moja droga artystyczna właściwie zaczęła się od wspólnoty akademika ASP. Już wtedy zobaczyłem, jak ważne jest tworzenie środowiska artystycznego. Dzielenie się wiedzą i umiejętnościami w takiej grupie jest naprawdę istotne. Zaczynałem w grupie akademickiej i do dziś w pewnym sensie tworzę w grupie. Wielu moich znajomych ma pracownie blisko siebie. Spotykamy się, rozmawiamy o sztuce i o życiu. To taki naturalny kolektyw.

Sesja zdjęciowa na artystycznym podwórku ul. Zwierzyniecka 4/6. Autor zdjęcia Igor Kawecki

Czy jest coś, czego jeszcze nie zrobiłeś w swojej sztuce, a chciałbyś?
Mam kilka koncepcji, ale jeszcze nie są w pełni doprecyzowane.
Na pewno chciałbym jeszcze mocniej połączyć rysunek techniczny z form przemysłowych z malarstwem. Myślę, że dałoby mi to bardziej trójwymiarowe formy w malarstwie i pomogło w budowaniu tej szerokiej tematyki „sciente”. Chciałbym w malarstwie konstruować takie formy–obiekty. Zazwyczaj robi się to w rysunku, ale ja chciałbym przenieść to do malarstwa.
Chciałbym też pójść w stronę concept artu – moje obrazy już trochę zahaczają o te tematy. Poza tym, kiedy studiowałem grafikę, miałem ambicję zająć się filmem. Myślałem o nakręceniu etiudy… Kiedyś na pewno do tego wrócę. Podobnie z pisaniem – na razie nie mam na to przestrzeni, ale to gdzieś jest.

Gdybyś miał opisać swoją sztukę w kilku słowach?
Percepcja, wyobraźnia, nieświadomość. No i flow.