Mieszkam w borku. Nic szczególnego się tu nie dzieje. Drzewa rosną, larwy drążą, głodne dzięcioły korę tłuką. Chętnie w borek wchodzę i przeczesuję. Obniuchuję pniaki, najchętniej powalone. Żłoby z wodą zimą skuwa lód, na który stopa chętnie wpełza. Skorupa zapada się z chlupnięciem. Teraz sucho. Książka szeleści kartkowana. Z nieba cieknie i strumień do bagna wpływa. Gałązki tamują odpadki. Papiery, plastiki, gumy wyhamowują. Coś trzaska, na co wybałuszam. W szałas wsiąkam tyłem. Dłoń lewa, dłoń prawa — odlatują obie na cienkim pasku kończyn. Larwa rośnie, toczy miazgę i wypluwa tyłem. Wciągam film kolejny, a potem śni mi się znów i przywidza, by rozpłynąć bełtem. Nic nie pamiętam, jakby mnie nie było, jakbym zasnął twardo. Borek się wybudza jednak i na wzgórek wciąga. Lądolód łaskawie cofnął się przed lasem. Notuję z ulgą obdarowany hojnie.

Natura jest świątynią, kędy słupy żywe
Niepojęte nam słowa wymawiają czasem.
Człowiek wśród nich przechodzi jak symbolów lasem,
One mu zaś spojrzenia rzucają życzliwe.

„Oddźwięki” (fragment), Charles Baudelaire, przełożył Antoni Lange

Dziś zniesiony został zakaz wchodzenia do parków i lasów.

Wojska wkraczają do snów. Przedzierałem się przez zarośla, chcąc przekroczyć granicę z grupką osób i psią sforą. Nie bardzo dało się to zrobić, bo ktoś wychodził naprzeciw. Odłączyłem się od grupy i zacząłem szukać innego przejścia na własną rękę. Idąc jedną ścieżynką dotarłem do pasiastego szlabanu i małego, ale pustego posterunku. Zawahałem się jednak przed przejściem okrakiem nad szlabanem. Choć to nic prostszego, bałem się, że mnie w lesie jak zwierzynę ustrzelą. Zawróciłem w las, błąkałem się jednak zbyt długo, bo zrobiło się ciemno – tak ciemno, że ścieżka zlała się z drzewami w jedną niemal atramentową plamę. Po chwili nic już nie widziałem i biegłem przed siebie na oślep.

Otacza mnie ze wszystkich stron las rzeczy – gąszcz w nieustannym ruchu, kotłujący się i przekształcający. Chęć wzbiera, by z chaosu coś dla siebie wyłuskać — jakieś wysokokaloryczne nasiono, mogące psychiczny grunt użyźnić. A tu sama masa pączkuje i obradza tłustymi pakietami. Piętrzą się nowe dziedziny, w które wsiąkać można, jak w warstwy twardniejącej piany. Sztuczniak nęci obrazami, generując bezbłędnie pod gusta. Warto się temu przyjrzeć z najwyższą uwagą — powstrzymuje mnie jednak świadomość, że już ktoś to za mnie zrobił, już ktoś przeanalizował, zgłębił i opisał. Liczy się wyłącznie pierwszyzna.

Świeżo powalone i pokrojone na kawałki wielkie drzewa na krawędzi lasu i KS-u wyglądały dziś obłędnie.

Ciemny płyn zassany ze skalnych głębin wlewa się w bak z charkotem, od którego mdlić zaczyna coraz mocniej. Trzeba ową ciecz szanować bardziej, dziękując tym serdeczniej lasom karbońskim. Od dziewiętnastki jedziemy drzewnym trupem, nie bardzo odnawialnym.

Wystawa: Silva

Miejsce: Pani Domu (Poznań)

Czas trwania: 24.04 — 17.05.2026

Osoba artystyczna: Kamil Kukla

Osoby kuratorskie: Krzysztof Mętel, Mateusz Piestrak

Tekst: Kamil Kukla

Fotografie: Mateusz Piestrak

Strona internetowa: panidomu.com

Projekt realizowany w ramach badań naukowych Wydziału Sztuki Akademii Tarnowskiej.