Kiedy zastanawiam się nad istotą Galerii Baza, przychodzi mi do głowy pojęcie sedymentacji. Razem z Michałem nakładamy kolejną warstwę w tej przestrzeni, a zaczęło się to bardzo fizycznie, bo od zamalowania czerwonych ścian białą farbą, dzisiaj już z licznymi cętkami szpachli. 

Pod koniec lata 2020 roku Michał Martynów razem z Krzysztofem Ruszlem, kolegą z liceum plastycznego, postanowili wspólnie wynająć lokal, w którym każdy z nich mógłby zorganizować sobie pracownię malarską. Znaleźli taką lokalizację w kamienicy na tarnowskim Rynku (Rynek 15/9). Brak ogrzewania i ciepłej wody rekompensuje powierzchnia oraz stuletni balkon. Kiedyś było to mieszkanie, po którym zostały nieczynne piece kaflowe i trzy warstwy dekoracji w jednym z pokoi (wzór odbijany wałkiem, blade kwiaty oraz szczątkowy widok lasu). Podobno wynajmowali tę przestrzeń również artyści – jeden z gości wspomniał pracownię witrażu. Lokal stał się otwarty dla publiczności, kiedy dzielnie działała tu Fundacja Aspiranci (na zdjęciach z organizowanych przez nich wydarzeń można zauważyć, jak zmieniały się te wnętrza). Michał i Krzysztof przejęli lokal po zadłużonym teatrze, w spadku po nim mamy scenę, oświetlenie, tabliczkę: „Uwaga spektakl” oraz czarne ściany. Pomijając lokal użytkowy na parterze, jesteśmy jedynymi lokatorami tej kamienicy o reprezentatywnej fasadzie. Z elegancją fasady kontrastuje undergroundowy korytarz. Piękne i solidne drewniane schody prowadzą wzdłuż ścian pokrytych nieprofesjonalną dekoracją malarską o prymitywnym charakterze. 

W pracowni Michała i Krzysztofa pojawiłam się jako gość, ale szybko okazało się, że kreatywnie na siebie oddziałujemy i korzystając z mojego doświadczenia w pracy z artystami, chcielibyśmy to miejsce udostępnić dla publiczności. Centralne, podłużne pomieszczenie postanowiliśmy przeznaczyć na przestrzeń wystawienniczą. Wnętrze nie jest łatwe do ekspozycji, ponieważ każda ze ścian ma otwór (okienny lub drzwiowy), w rogu znajduje się piec z kaflami o wzorze geometrycznym, trochę op-artowym, przemalowane przez nas na biało ściany nie są idealnie gładkie, a czerwony dywan nie pierwszej świeżości z chęcią wymienilibyśmy na parkiet. Może niektóre z tych elementów w przyszłości zamienimy na bardziej sterylne, z pewnością jednak nie pozbędziemy się pieca – galerie oswajają dodatkowe elementy, które nadają miejscu charakter (tak jest na przykład w warszawskim lokalu_30). Zresztą piec stał się powierzchnią do eksperymentu – po naklejeniu na nim szarego papieru goście czasami rysują czy malują, a powstałe frotaże są efektem zmagania indywidualnego stylu z narzuconym wzorem (nie jest to łatwe zadanie). 

Pierwszą wystawę zorganizowaliśmy w czasie najostrzejszych obostrzeń, dlatego na wernisażu pojawiły się cztery osoby. Pokazaliśmy fotografie zrobione wspólnie przez Michała i Krzysztofa – to była ich pamiątka z wakacyjnych spacerów po mieście. Później przyszła zima i temperatura nie pozwalała na organizację przedsięwzięć w galerii (to duży problem starych lokali, ogrzewania nie ma, ale istnieją możliwości ogrzania – koszty możliwe do poniesienia dla potentata finansowego lub dziedzica majątku). Wróciliśmy na wiosnę i pokazaliśmy kompletną serię Koliber – książek wydawanych między 1972 a 1989 rokiem. Fascynujące było dla mnie wyeksponowanie ponad 120 okładek różnych projektantów – od nazwisk zapomnianych po powszechnie znane jak Mieczysław Wasilewski (na tej wystawie pokazywaliśmy też jeden z plakatów Wasilewskiego, który należy do naszej kolekcji). Jestem zbieraczem – od ponad dekady kolekcjonuję książki. Interesuje mnie nie tylko ich treść, ale również oprawa graficzna. Zestawienie wszystkich okładek w układzie chronologicznym okazało się bardzo ciekawym esejem wizualnym, z którego udało się wiele odczytać (zmieniający się format i rodzaj papieru, program wydawniczy, nakład, techniki artystyczne wykorzystane do projektu okładek itd.).

Od tego czasu w Bazie rządziło malarstwo – kolejno: abstrakcje Grzegorza Powroźnika, miejskie miniatury Pawła Martynów, mówiące o kobiecych doświadczeniach prace Klaudii Dziurawiec oraz projekt stypendialny Miłosza Reinera – seria abstrakcyjnych prac inspirowanych japońską techniką grafiki użytkowej – mokulito. Największym wyzwaniem kuratorskim była wystawa Włam do ogrodu Klaudii Dziurawiec, ponieważ niewielkie obrazy olejne przypominające ceramiczne kafle (efekt trójwymiaru uzyskany dzięki rzeźbiarsko opracowanej warstwie szpachli) miały własny słownik symboli, który wymagał redakcji. To też jedyna wystawa, którą pokazywaliśmy w pomieszczeniu z tapetami. Aranżacja miała rys teatralny, ale było to spójne z twórczością Klaudii, która ma w swoim dorobku projekty scenografii. Świetną zabawą była praca nad wystawą Michała – to prezentacja rysunków, które przez okres jesienno-zimowy powstawały w tarnowskich pubach, na ulicach i w taksówkach. Dołożyliśmy do niej fikcyjną historię, która się nie zdarzyła, ale całkowicie pasowała do rysunków.

foto. Artur Gawle

Najnowszy projekt to wystawa obrazów Fryderyka Kądzieli (to również wystawa, którą inaugurujemy nasz udział w oficjalnym programie Nocy Muzeów). Pracę Fryderyka zobaczyliśmy pierwszy raz na pokonkursowej wystawie 8 Salon w BWA Tarnów. Spodobał nam się nie tylko sam obraz, ale sposób w jaki o nim opowiadał, bo świadczył o dużej dojrzałości, świadomości twórczej oraz konsekwencji w tworzeniu autorskiego uniwersum. Wśród wielu wątków, które podejmuje Fryderyk, postanowiliśmy wybrać te, które mówią o bytach (zbliżonych do ludzi, zwierząt czy roślin). Istoty zawierają nierozwiązywalne rebusy ontologiczne i z moich obserwacji wynika, że robią spore wrażenie na widzach. Oprócz obrazów o niewielkich formatach postanowiliśmy pokazać również kilka obiektów. Jeden z nich – Król Ślimaków (humanoidalna postać wysokości lalki Barbie stoi na ślimaku, który służy jej za łódź na morzu trawy) – został umieszczony na odwróconym metalowym wiadrze. Jak widać, kreatywność przydaje się, kiedy galeria nie ma na stanie postumentu –  profesjonalnego białego kubika. W trakcie trwania wystawy narodziła się nowa koncepcja działania kuratorskiego. Ciało obce to eksperyment polegający na wprowadzeniu w przestrzeń wystawy indywidualnej pracy innego artysty. Przez tydzień widzowie mogą oglądać dialogującą ze sobą twórczość dwóch artystów. W centralnym miejscu ekspozycji położyliśmy poduszkę, która służyła za postument do niewielkiej rzeźby Tomasza Kulki (zwycięzcy 45. edycji Bielskiej Jesieni) – leżącej w łóżku zdeformowanej postaci mężczyzny, która śni złe sny z obrazów Fryderyka. Istoty są ósmą wystawą zorganizowaną w Bazie. 

Mamy już też małą tradycję. W zagraconym garażu znaleźliśmy godło z orłem bez korony. Nie znamy jego historii, nie wiemy w jakim miejscu wisiał. Postanowiliśmy go powiesić nad wejściem do przestrzeni galerii. Drażnił nas jednak brak korony. Pojawił się więc pomysł projektu Korona dla orła, który nie tyle nawiązuje do historycznego procesu przywracania korony w czasach przemian ustrojowych końca lat 80., co do podejścia zero waste. Zaproponowaliśmy, by artyści, którzy prezentują u nas prace w ramach wystaw, projektowali i montowali na ten czas również koronę dla orła. Mamy na uwadze przede wszystkim względy estetyczne i ekonomiczne. Biorąc jednak pod uwagę, że artyści tworzą w oparciu o własną wrażliwość i wypracowany styl, mamy również nadzieję, że Korona dla orła będzie projektem, który poprzez bazowanie na wspólnym symbolu narodowym, doceni kreatywność i różnorodność. Kiedy kolekcja koron się rozrośnie, to planujemy ją wyeksponować w starych przeszklonych gablotach ściennych, które odziedziczyliśmy po jednym z tarnowskich kościołów (wcześniej wisiały w przedsionku, prezentując ogłoszenia parafialne).  

foto. Artur Gawle

Wspólna praca to dla nas duża przyjemność. Razem wybieramy artystów, długo o nich dyskutujemy. Dobrze się dopełniamy, bo Michał ma spojrzenie praktyka, a ja – teoretyka.  Piszę tekst, później tworzymy oprawę graficzną wydarzenia, robimy promocję oraz oczywiście montaż. Nie wzorujemy się na żadnej wypracowanej formule prowadzenia galerii. W niewielkim mieście nie sprawdzi się model warszawski czy poznański, więc tworzymy własny program, który jest wypadkową naszych gustów i możliwości. Jednym z ulubionych elementów przedsięwzięcia jest z pewnością oprowadzanie widzów po wystawie – zbieramy doświadczenia oglądających i sami się nimi wzbogacamy, odkrywamy nowe możliwości oglądu. W jednej z sal pokazujemy również stałą wystawę malarstwa tarnowskich artystów (m.in. Jerzy Martynów, Paweł Martynów, Roman Fleszar, Anna Kropiowska) – to depozyt będący własnością warszawskiej kolekcjonerki, która przez wiele lat wspierała artystów z Tarnowa. Nie mamy stałych godzin otwarcia. Bazą zajmujemy się po pracy, gości zapraszamy na organizowane wydarzenia, proponujemy również oglądanie wystawy po wcześniejszym umówieniu. 

Lubię myśleć o Bazie jako o małym prywatnym domu kultury, o przestrzeni działań interdyscyplinarnych, który spełnia też funkcję edukacyjną, m.in. w zakresie edukacji historyczno-artystycznej. Z towarzyskich spotkań wykształciła się formuła „bazowania”, czyli jam session. Skład muzyków jest zmienny – z jednej strony to stali bywalcy, którzy dbają o to, żeby w kalendarzu tygodnia zarezerwować kilka godzin na granie, a z drugiej – goście, również spoza Tarnowa, wzbogacający scenę o mniej popularne instrumenty. Co ciekawe, to często aktorzy przyjeżdżający na występy do miejskiego teatru. Dobrą okazją do posłuchania bazowania jest wernisaż, ponieważ po części oficjalnej ze sceny zaczynają dochodzić dźwięki. Muzyka to działka Michała. Mnie słoń nadepnął na ucho, więc zajmuję się poletkiem literackim. W kwietniu udało się zorganizować spotkanie z Radkiem Rakiem, weterynarzem i pisarzem, który pochodzi z Dębicy, a w 2020 roku zdobył Nagrodę Literacką „Nike”. Ostatniej jesieni na naszej scenie odbył się spektakl Cantata Negra w reżyserii Pawła Szarka, jak wspomniałam wcześniej, autorka scenografii Klaudia Dziurawiec miała wtedy u nas swoją indywidualną wystawę. Po występie wybraliśmy się z Łukaszem Szczepanowskim, aktorem krakowskiego Starego Teatru, na balkon. Z wysokości pierwszego piętra oglądaliśmy wieczorną płytę rynku i Łukasz zaczął opowiadać, że przygotowuje się właśnie do występu w Baśni o wężowym sercu, czyli spektaklu na podstawie nagrodzonej powieści Radka Raka. W tej książce pojawiają się również tarnowskie wątki i właśnie w czasie tej balkonowej rozmowy obiecałam sobie, że zaproszę do nas Radka – przede wszystkim z tego względu, że sama chciałabym przyjść na takie spotkanie, a żadna z instytucji w naszym mieście jeszcze nie zaproponowała tego publiczności. 

foto. Artur Gawle

Włączyliśmy się również w obchody Dni pamięci Żydów Galicyjskich Galicjaner Sztetl. W czasie tego wydarzenia, organizowanego z inicjatywy Komitetu Opieki nad Zabytkami Kultury Żydowskiej w Tarnowie, proponujemy spacer śladami żydowskiej rodziny z książki Stramer Mikołaja Łozińskiego. W powieści tej pojawia się scena snu, który dzieje się na tarnowskim rynku. Myślę o niej, kiedy wychodzę na balkon galerii. Już niedługo Baza będzie obchodzić swoje drugie urodziny. Przygotowujemy się do wakacyjnej wystawy – pierwszej zbiorowej ekspozycji w historii naszych działań. Mam nadzieję, że nasze starania to dobra karta historii tej przestrzeni, urodzajna warstwa czystej radości ze wspólnej pracy, której efekty proponujemy publiczności. 


https://galeriabaza.pl