Do Multimedialnego Centrum Artystycznego w Tarnowie wchodzi się jak do przesyconego słodkim zapachem sklepiku, w którym ktoś rozsypał pudełko pudrowych cukierków i nie posprzątał. Pastelowe, gąbczaste formy zwisają ze ścian, układają się na postumentach i chowają w zakamarkach niczym śpiące meduzy i delfiny, mienią się różem w setkach odcieni. Przez chwilę można odnieść wrażenie, że trafiło się na wystawę projektantki zabawek dla dziewczynek, w końcu tyle tu falbanek, koralików, sztucznych kwiatów i błyskotek. Ale im dłużej patrzę, tym wyraźniej czuję, że za tą słodyczą kryje się coś więcej. Kamila Jajkowska, twórczyni obiektów w charakterze soft-sculpture, zaprasza nas do świata, w którym „różowe” nigdy nie jest tylko różowe, a „miękkie” bywa dotkliwie bolesne.

Pod względem formalnym artystka czerpie z tradycji asamblażu, obiektu znalezionego i konceptualizmu. Wystawa Zabaweczki składa się z dwóch wyraźnie wyodrębnionych cykli: wcześniejszych Okazów i właściwych Zabaweczek. Te pierwsze, inspirowane organicznym biomorfizmem, jedną z największych inspiracji artystki, wyrastają z obserwacji przyrody. Jajkowska mówi: „Każdego dnia, kiedy na nią patrzę i doświadczam jej wszystkimi zmysłami, przy odrobinie wyobraźni wyłania się znajoma postać: kobieta”. Kobieta-kwiat, kobieta-morze, kobieta-Matka Ziemia, to archetypowe wcielenia, które artystka przekłada na abstrakcyjne formy. Są one tytułowane jak eksponaty, a sama twórczyni przyznaje, że „wcielając się w postać kolekcjonera, który gromadzi rzadkie eksponaty, by nacieszyć tym bogactwem swoje oko, tworzę własny gabinet osobliwości”. Ten gest jest znaczący: kolekcjoner od wieków był mężczyzną, który klasyfikował, porządkował i zawłaszczał egzotyczne ciała (kobiet, zwierząt, „dzikich”). Jajkowska przejmuje tę figurę, by obnażyć jej przemoc.

W Zabaweczkach rezygnuje już z natury na rzecz dosłowności przedmiotu codziennego użytku. To, co „babskie”, „tandetne”, „gorsze”, zostaje tu dowartościowane i wyniesione na piedestał. Sięga po to, co znane z damskiej toaletki: gumki do włosów, wsuwki, puszki po kremach, koronkowe wstążki, perełki. Łączy je w drobne asamblaże, które otrzymują imiona – „Cukiereczek”, „Lala”, „Kizia Mizia”. Brzmi to niewinnie, ale artystka celowo operuje dwuznacznością. Te same słowa w potocznym języku funkcjonują także jako protekcjonalne komplementy, za którymi stoi męska ocena. Jajkowska pokazuje, że kobiecość jest nieustannie nazywana i wartościowana przez patriarchat, a słowa są pierwszym narzędziem uprzedmiotowienia.

Wizualnie prace balansują na krawędzi kiczu. Róż, landrynkowy i bieliźniany zarazem, dominuje absolutnie. To kolor, który kultura przypisała dziewczynkom niczym fatum – ma być słodki, niewinny, a przecież róż bielizny odsyła wprost do sypialni. Jajkowska używa go z pełną świadomością. W polskiej sztuce feministycznej róż miał już swoją istotną rolę u Marii Pinińskiej-Bereś (1931–1999), pionierki soft-sculpture, która od lat 60. tworzyła miękkie, różowe obiekty (poduszki, penisy, pochwy), ocierające się o erotykę i krytykę kobiecego zniewolenia. Róż był dla niej kolorem kobiecego ciała, ale i sztandarem oporu – w performanceach nosiła różową flagę. Podobnie w sztuce Iwony Demko róż pełni rolę feministycznego manifestu i podstawowego budulca wypowiedzi artystki, zamieniając kolor z kultury dziewczęcości w emancypacyjny znak. To, co uznawane za infantylne i banalne, artystka wynosi do rangi poważnej wypowiedzi. Jajkowska idzie tą ścieżką, choć jej róż jest bardziej cukierkowy, a przez to bardziej jadowity.

Miękkość to drugi kluczowy element zaraz po wybranym przez artystkę kolorze. Materiały: gąbki, watolina, sztuczne futerko, one nas kuszą, zapraszają do dotyku. Ale jednocześnie budzą niepokój. Są jak ciało pozbawione kości, bezwładne, poddane cudzej woli. Przywodzą na myśl praktykę Magdaleny Abakanowicz, której abakany, monumentalne, mięsiste tkaniny, były odczytywane już współcześnie jako manifest feministyczny, choć sama artystka odżegnywała się od takiej łatki. U Jajkowskiej nie ma epickiego rozmachu, jest miniatura, bibelocik, ale temat jest podobny: miękkość staje się pułapką.

Jajkowska zadaje pytanie: „Czy kobiece ciało jest tylko ciałem do momentu, w którym uznaje się je za atrakcyjne?”. W czasach Instagrama, gdzie algorytmy nagradzają to co „ładne” i „estetyczne” (kto w ogóle stoi za tym wyborem?) a pacjentki gabinetów medycyny estetycznej są coraz młodsze, to pytanie rozbrzmiewa z niepokojącą aktualnością. Kobiece ciało „ciągle przygląda się sobie i ocenia siebie oczami innych”, mówi artystka. To klasyczny przypadek męskiego spojrzenia (male gaze), które Jajkowska materializuje w obiektach. Patrzymy na nie i czujemy na sobie ich spojrzenie, jak w lustrze. Artystka obnaża mechanizm, w którym kobiece ciało staje się towarem, konsumowanym wzrokowo, symbolicznie, a czasem i dosłownie. Tworzy obiekty, które mogłyby być fotogenicznymi rekwizytami na Instagram, wystawia na próbę naszą potrzebę upiększania, flirtowania, zamieniania się w ładny obrazek. Zabaweczki są nie-ludzkimi aktorkami feministycznej opowieści.

W kwestii warsztatu artystka osiąga niezwykłą precyzję. Każdy szczegół: doszyta falbanka, przyklejony kryształek, wydaje się być umieszczony z aptekarską dokładnością, co kontrastuje z pozornym bałaganem i tandetą niektórych elementów. To balansowanie jest jednym z ciekawszych napięć na wystawie. Między oczekiwaniem słodyczy a wymogiem siły, między prawem do przyjemności a obowiązkiem bycia grzeczną dziewczynką.

Tej wystawie warto poświęcić chociaż chwilę, ale też dać sobie czas na powolne oglądanie. Bo Zabaweczki nie są do szybkiego skonsumowania: one potrzebują uważności i zgody na dyskomfort (czy wspominałam już, że jeden z eksponatów, wylany pudrowo-różowym woskiem, pachnie niesamowicie słodko i przyjemnie a jednocześnie czuję się źle z tym, że podeszłam do niego na tyle blisko, aby to poczuć?). Patrzę na abstrakcyjne formy Obiektów i widzę swoje własne odbicie w misz-maszu świecidełek i zwykłości. Świat Jajkowskiej jest różową raną. I ta rana, jakkolwiek estetycznie opatrzona falbankami, nie chce się zagoić.

Informacje o wystawie.
Kamila Jajkowska Zabaweczki
Termin: 26.04 – 24.05.2026
MCA / Wałowa 25
ul. Wałowa 25, 33-100 Tarnów
Kuratorka: Joanna Janik
Kamila Jajkowska
Ur. 1991, Tarnów. Absolwentka Wydziału Sztuki Akademii Tarnowskiej (grafika) oraz Wydziału Sztuki Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie (art&design). Zajmuje się rysunkiem, sztuką obiektu w charakterze soft-sculpture, asamblażem, instalacją z papieru. Źródłem inspiracji jest biomorfizm, natura i jej organiczność a także kobiece ciało i cielesność. Uczestniczka tarnowskich salonów BWA, wystaw o zasięgu ogólnopolskim i międzynarodowym. Laureatka nagród i wyróżnień. Stypendium Ministra Edukacji i Nauki za osiągnięcia artystyczne (2021), stypendium twórcze ZAiKS (2023). Bierze udział w wystawach open call, projektach kuratorsko-artystycznych (ROZBIEG 2022, ASP Kraków, ASP Katowice, BWA Tarnów), warsztatach artystycznych.