Wystawa Zabaweczki od początku wzbudzała duże zainteresowanie i budziła bardzo różne reakcje od zachwytu nad formą, przez konsternację, po refleksję nad sposobem patrzenia na kobiece ciało. Patrząc na Twoje prace, trudno oprzeć się wrażeniu, że opowiadają o kobiecym ciele, choć niemal nigdy nie pokazują go wprost. Dlaczego właśnie niedopowiedzenie stało się dla Ciebie silniejsze niż dosłowność?

Tytuł wystawy miał wzbudzać niejednoznaczne skojarzenia i prowokować odbiorcę do zadania sobie pytania: O jakie zabawki chodzi? Zabawka to przedmiot powszechnie łączony ze sferą dzieciństwa. Już na tym etapie zauważalny jest stereotypowy podział dotyczący tego, jakimi przedmiotami „powinny” bawić się dziewczynki, a jakimi chłopcy. W kontekście wystawy pojęcie to zostaje obdarte z dziecięcej niewinności i skłania do refleksji nad postrzeganiem kobiecego ciała, które szuka swojego miejsca we współczesnym świecie i idealnej strukturze, a z przestrzeni osobistej staje się wytworem kulturowych wzorców i społecznych wyobrażeń. Zdrobnienie słowa „zabawki” z jednej strony nakreśla niewielką skalę prezentowanych na wystawie przedmiotów, z drugiej zaś – może być odczytywane metaforycznie jako odbieranie czemuś powagi i marginalizowanie problemu.

Ogólny widok wystawy Zabaweczki Kamili Jajkowskiej z różowymi obiektami w ceglanej piwnicy
fot. Przemysław Sroka

Twoje prace bez wątpienia balansują między abstrakcją a cielesnością – nie przedstawiają kobiecego ciała wprost, ale nieustannie je przywołują. Jak wyglądał proces poszukiwania języka wizualnego, który pozwolił Ci mówić o anatomii bez dosłowności?

Wystawa składa się w większości z asamblaży i obiektów powstałych z przedmiotów codziennego użytku, takich jak akcesoria do makijażu, drobiazgi dla małych dziewczynek, które w świadomości kulturowej łączone są z dziewczęcą i kobiecą codziennością. W sztuce obiektu i asamblażu ideą jest wyrwanie przedmiotu z jego pierwotnego kontekstu i nadanie mu nowego, ukrytego znaczenia. W podobny sposób chciałam podejść do swoich realizacji, poszukując wymowy bardziej symbolicznej, opartej na skojarzeniach wizualnych, dwuznaczności oraz grze słownej.

Ciekawe jest także to, że wystawa nie obejmuje tylko najnowszych dzieł, ale całą ewolucję Twojej pracy.

Tak, na wystawie prezentuję też wcześniejsze prace – Okazy, w których silnie inspirowałam się naturą i jej organicznością. Szczególnie intrygowały mnie struktury i detale różnych organizmów, ich wnikliwa obserwacja w przyrodzie, a także sięganie po biologiczne atlasy i encyklopedie. Z czasem coraz większą uwagę zaczęłam kierować w stronę kobiecej anatomii, która poprzez swoją biologiczność pozostaje w głębokim związku z Matką Naturą. Jednym z pierwszych źródeł inspiracji były kwiaty, które postrzegane są zdecydowanie jako „kobiecy” motyw. Są również utrwalonym symbolem piękna, witalności, ale także kruchości. Zaczęłam wplatać ich formy oraz cielistą kolorystykę do swoich realizacji, starając się nadać im nowe znaczenia poprzez wprowadzenie anatomicznych skojarzeń, wydobycie ich zmysłowego charakteru, a także erotycznego wymiaru. Innym odniesieniem stało się morze oraz żywioł wody, utożsamiany z kobiecą płodnością i siłą, ale także stanowiący niedosłowne nawiązanie do miękkości i obłości kształtów jej ciała. Pojawia się wątek muszli – z jednej strony potraktowanej dosłownie jako tytułowy, piękny okaz, który należy odpowiednio wyeksponować w kolekcji, z drugiej zaś – jako forma przywołująca skojarzenia z żeńskim łonem i kobiecą seksualnością. Podoba mi się odkrywanie symbolicznych znaczeń i potraktowanie kobiecego ciała bardziej jako pejzażu, abstrakcyjnej i organicznej bryły niż mówienie o nim wprost. Kolorystyka ekspozycji została utrzymana w dominującym różu – kolorze kojarzonym z cielesnością, a zarazem takim, któremu kulturowe uwarunkowania stereotypowo przypisują kobiecość. Róż łączy jednocześnie w sobie dziewczęcość, infantylność, lekkość i niewinność z wulgarnością oraz erotycznymi skojarzeniami. Myślę, że to wprowadziło niepokojącą dwuznaczność.

Różowy obiekt organiczny na poduszce na wystawie Zabaweczki Kamili Jajkowskiej
fot. Przemysław Sroka

Na wystawie poza tytułowymi Zabaweczkami, prezentowane były prace, o których mówisz – Okazy, czyli obiekty, z których wyszedł, narodził się cały projekt. Sama nazwa kieruje widza bezpośrednio do pewnego skojarzenia – z gabinetami osobliwości, kolekcjonowaniem i oglądaniem. Dlaczego właśnie z tej perspektywy – kolekcjonera, obserwatora – zdecydowałaś się spojrzeć na ciało?

Początkowo planowałam zaaranżować ekspozycję w taki sposób, aby Okazy były nieco oddzielone od Zabaweczek. Odbiorca początkowo wchodziłby do miejsca przypominającego ogród pełen kwiatów, które przy bliższym spotkaniu i uważniejszym oglądzie przestają być jedynie kwiecistymi i niewinnymi formami, odsłaniając swój erotyczny, a niekiedy również drapieżny charakter. Następnie mógłby „zanurzyć się” w morskim świecie, poszukując skarbów ukrytych na dnie – w nawiązaniu do odkrywania kobiecego ciała i tego, co pozostaje zakryte dla oczu – by w końcu „ukryć się” w niewielkim pokoju wypełnionym obiektami, które z pozornie niewinnych zabawek przeobrażają się w dwuznaczne, nieco zawstydzające przedmioty skrywane w intymnej przestrzeni. Ale na etapie montażu i po spojrzeniu na całość zauważyłam, że prace są ze sobą bardzo spójne i wzajemnie się dopełniają. Chociaż Okazy wyrosły bardziej z zachwytu nad kobiecością i jej biologicznością, a Zabaweczki odnoszą się do sposobu, w jaki kobieta jest sytuowana w kulturze, to zarówno jedne, jak i drugie prace podejmują problem jej instrumentalnego traktowania. Tworzę więc portret kobiety-dekoracji, sprowadzonej do roli ładnego przedmiotu, pięknego eksponatu czy ozdoby, której najważniejszym zadaniem jest atrakcyjnie wyglądać i zadowalać spojrzenia innych. Powstaje metaforyczny układ, w którym widz staje się nie tylko osobą podziwiającą urodę obiektów-kobiet, ale również dokonującą ich oceny i selekcji – decyduje, która z form jest ładniejsza, a tym samym zasługuje na pozostanie w kolekcji, a która zostanie zastąpiona inną, uznaną za bardziej atrakcyjną wizualnie.

Różowe obiekty na postumentach na wystawie Zabaweczki Kamili Jajkowskiej
fot. Przemysław Sroka

To odwrócenie sytuacji muzealnej – oglądający staje się jednocześnie oceniającym. I właśnie tutaj ogromną rolę zaczyna odgrywać sama estetyka tych prac, ponieważ wykorzystujesz miękkie, organiczne struktury, ale także sztuczne kwiaty, koraliki czy różnego rodzaju bibeloty. Co daje Ci zestawianie elementów naturalnych i syntetycznych, szlachetnych i celowo „tandetnych”?

Lubię poruszać się na granicy kiczu. Od dłuższego czasu interesuje mnie estetyka campu w kulturze i sztuce. Choć często określa się ją mianem „piękna na powierzchni”, kryje ona znacznie więcej niż pozorną lekkość i dekoracyjność. Moje prace celowo sprawiają wrażenie tandetnych, upiększonych i niepoważnych, aby pod tą przesłodzoną formą ozdoby mówić o czymś trudnym i ważnym. Ze względu na zastosowaną różową kolorystykę oraz wykorzystanie wspomnianych przez Ciebie materiałów, bardziej przypominają tanie zabawki lub gadżety erotyczne, niż poważne dzieła.

Czy właśnie o takie pierwsze, mylące wrażenie Ci chodzi?

To działanie trochę na przekór, próba pokazania, że w sposób pozbawiony ciężaru i bez powagi, banalnie wyglądające przedmioty mogą poruszać nadal aktualne problemy. Świadomie łączę elementy wyjęte z kobiecej codzienności z dziewczyńskimi i słodkimi drobiazgami, wprowadzając napięcie i niepokój między tym, co niewinne i dziecięce a dojrzałą świadomością tego, w jaki sposób kultura konstruuje kobiecość i upycha ją w gotowe ramy. W świecie napędzanym przez społeczne normy wyglądu i media lansujące jednolity kanon piękna ciało nigdy nie jest neutralne. To raczej obszar walki i projekcji, zwłaszcza w przypadku ciała kobiecego, które nieustannie podlega ocenie – jest oglądane, poprawiane i dyscyplinowane. Dzieje się to nie tylko z męskiego punktu widzenia, ale również ze strony samych kobiet, które poprzez zachowania takie jak hejt, wzajemne osądzanie czy zawstydzanie zwracają się przeciwko sobie, wzmacniając tym samym istniejące presje dotyczące wyglądu.

Mówiłaś o tym, że presja wobec kobiecego ciała nie jest podtrzymywana wyłącznie przez męskie spojrzenie, ale również przez język, którym kobiety opisują siebie nawzajem – pełen ocen, zawstydzania i pozornych komplementów. To prowadzi mnie do tytułów Twoich prac. Przypominają czułe określenia – komplementy, ale jednocześnie brzmią jak etykiety. Czy zależało Ci na pokazaniu, jak cienka granica dzieli komplement od uprzedmiotowienia?

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie lubię komplementów, bo kto ich nie lubi? Ale patrząc głębiej, czy większość z nich nie odnosi się przede wszystkim do naszej powierzchowności? Kobieta nadal utożsamiana jest z wyglądem i atrakcyjnością seksualną. Dla przykładu – jedna z najbardziej podstawowych kategorii, czyli „ładna-brzydka”, w którą każda z nas jest wrzucana już od najmłodszych lat. Na wystawie pojawiają się takie tytuły jak laska, dupeczka, seksi, które w języku potocznym odczytywane są jako komplementy, ale obok nich krzywdzące i obraźliwe lub mające zawstydzić kobietę, jak szmata czy grubaska. Zarówno jedne, jak i drugie są rodzajem więzienia i w obu przypadkach to wygląd staje się miarą, przez którą zaczynamy definiować własną wartość.

Zbliżenie drobnych różowych obiektów na wystawie Zabaweczki Kamili Jajkowskiej
fot. Przemysław Sroka

Szczególnie mocno wybrzmiewa to w pracy Cyce, cycuszki, cycusie.

Ten obiekt dotyka problemu sprowadzenia kobiecego biustu do roli męskiej uciechy, bycia seksowną zabawką, towarem czy użytecznym sprzętem. Pokazuje, do kogo kulturowo nasze piersi należą. W prezentowanych pracach świadomie prowadzę grę słów i skojarzeń, skłaniając odbiorcę do refleksji nad ich znaczeniem.

Na odbiór tych prac wpływa jednak nie tylko ich forma i język, ale również przestrzeń, w której zostały pokazane. Realizowałyśmy tę wystawę w wymagającej przestrzeni – wąskiej, piwnicznej, o narzuconej kolorystyce wnętrza. Jakie były największe wyzwania związane z projektowaniem ekspozycji w tak specyficznych warunkach?

To moja pierwsza indywidualna wystawa, a zarazem nowe doświadczenie. Do tej pory brałam udział w różnych wystawach zbiorowych, również międzynarodowych, co wiązało się z koniecznością solidnego przygotowania prac do transportu lub wysyłki. W przypadku delikatnych konstrukcji, większych obiektów o niestandardowych wymiarach stanowiło to niekiedy pewne wyzwanie. Tworząc własną wystawę, artysta musi pomyśleć nie tylko o tym, co chce na niej pokazać i o czym opowiedzieć odbiorcy, ale także o aranżacji samej przestrzeni.

Czyli pojawiły się pytania nie tylko o to, „co” pokazać, ale też „jak” to pokazać?

Właśnie tak. Pojawiały się pytania: czy przestrzeń powinna współgrać z pracami i być ich dopełnieniem? A może celowo zaburzać ich odbiór? Czy powinna pozostać neutralnym tłem lub też sama nieść pewną narrację? Może się również zdarzyć, że zostanie całkowicie podporządkowana czy wręcz „pochłonięta” i zaanektowana przez prezentowane dzieła, ale takie rozwiązanie kieruje ekspozycję bardziej w stronę instalacji artystycznej czy sztuki environment.

W przypadku Zabaweczek od czego zaczęłaś?

Dla mnie pierwszym i najważniejszym aspektem był temat przygotowywanej przeze mnie wystawy, który od dłuższego czasu nosiłam w głowie, a następnie przestrzeń oraz to, jakie daje możliwości, ale także ograniczenia. Choć wnętrze MCA było mi wcześniej dobrze znane z perspektywy odbiorcy, zaprojektowanie wystawy wymagało ponownego i uważnego przyjrzenia się jego specyfice. Zmiana perspektywy – z widza na osobę aranżującą przestrzeń – pozwoliła mi dostrzec aspekty, które wcześniej pozostawały niezauważone. To właśnie na tym etapie pojawiły się pierwsze wątpliwości i obawy. Od początku zakładałam, że kolorem wiodącym będzie odcień różu. Pierwsze istotne pytanie: czy tak delikatna barwa będzie w stanie wybrzmieć w przestrzeni zdominowanej przez stare, ceglane ściany o ciepłej i wyrazistej kolorystyce, nie tracąc swojej siły oddziaływania oraz zachowując spójność z przyjętą koncepcją wystawy? Kolejną kwestią budzącą moje wątpliwości była relacja pomiędzy skalą prezentowanych prac a przestrzenią ekspozycyjną. Mimo że piwnica MCA nie jest duża, podczas montażu zaczęła być przeze mnie odbierana jako zaskakująco obszerna. Zastanawiałam się, czy tak drobne, mieszczące się w dłoni obiekty będą w stanie odpowiednio zaistnieć w tym miejscu, czy ich subtelność nie sprawi, że pozostaną niezauważone w odbiorze całej wystawy.

Miękkie różowe obiekty i zwisające elementy na postumencie na wystawie Zabaweczki
fot. Przemysław Sroka

W jaki sposób charakter miejsca wpłynął na ostateczny układ prac? Czy architektura przestrzeni stała się ograniczeniem, czy może z czasem zaczęła współtworzyć narrację wystawy?

Myślę, że z takich ograniczeń zawsze można wyciągnąć jakąś zaletę. Często stają się one impulsem do poszukiwania nowych rozwiązań, które pojawiają się spontanicznie, poza wcześniejszym planem czy nakreślonym szkicem. Przykładowo: kilka drobnych obiektów zostało dyskretnie „ukrytych” poza główną przestrzenią wystawową, tak by nie ujawniły się widzowi od razu, lecz zachęcały do stopniowego odkrywania, pobudzały ciekawość, a początkowo mogły pozostać w ogóle niezauważone. Praca Palce lizać to różowa patera, na której zamiast słodkich ciast umieszczone zostały wyrzeźbione kobiece palce z różowymi sztucznymi paznokciami. Całość została oprószona papierowymi okruszkami, przywodzącymi na myśl pozostałości po spożytym posiłku. To realizacja podejmująca problem fetyszyzacji i uprzedmiotowienia kobiecego ciała, ukazująca je jako obiekt konsumpcji oraz towar podlegający mechanizmom pożądania.

Sposób jej prezentacji również był częścią tej opowieści.

W trakcie projektowania ekspozycji pojawił się pomysł, aby podczas wernisażu wkomponować ją w stolik z poczęstunkiem dla gości, co dodatkowo prowokowało i wzmacniało jej krytyczny wymiar.

To jednak nie jedyny moment, w którym przestrzeń podpowiedziała Ci rozwiązanie.

Nie. Rozrastająca się, brzuchata rzeźba zbudowana z wypchanych dziewczęcych rajstop i pończoch powstała jako ostatnia, a paradoksalnie została umieszczona jako pierwsza – tuż przy wejściu. Co ciekawe, koncepcja jej prezentacji pojawiła się dopiero w dniu wernisażu i wynikała z intuicyjnego wykorzystania możliwości, jakie oferowała przestrzeń. Rzeźba została posadzona w fotelu na piętrze, tak aby już od progu „witała” odbiorcę i zapraszała go do wejścia w relację z wystawą, jednocześnie przełamując konwencjonalny sposób prezentowania obiektu artystycznego.

Czy to oznacza, że przestrzeń zaczęła z Tobą współpracować, zamiast Cię ograniczać?

Zdecydowanie. Początkowo, myśląc o wystawie, skupiłam swoją uwagę przede wszystkim na przestrzeni piwnicy. Podziemna część galerii, pozbawiona okien i naturalnego światła, a zarazem wygłuszona, posiada swój własny klimat i kameralny charakter. Ku mojemu zaskoczeniu bardzo dobrze wpisała się w intymną atmosferę wystawy. Dopiero podczas przygotowań zaczęłam dostrzegać potencjał całego wnętrza oraz rolę, jaką może ono odegrać w kształtowaniu odbioru ekspozycji.

Widok różowych obiektów i ekspozycji w ceglanym wnętrzu na wystawie Zabaweczki
fot. Przemysław Sroka

Mówiłaś wcześniej o tym, że widz wchodzi w rolę odkrywcy, ale też obserwatora i osoby dokonującej oceny. Wystawa prowadzi go więc od zachwytu nad formą do pytań o to, dlaczego właściwie coś uznajemy za piękne, atrakcyjne lub warte uwagi. Gdybyś miała wskazać jedną myśl lub jedno pytanie, które widz powinien zabrać ze sobą po obejrzeniu wystawy, co by to było?

Uroda i wygląd zawsze posiadały dużą wartość społeczną i kulturową. W sztuce starożytnych Greków idealizowano kobiece figury, tworząc kanon piękna; średniowiecze nakazywało szczelne zakrywanie ciała, by ukryć jego grzeszność, a renesans na nowo odkrywał przyjemność płynącą z jego oglądania. Lata 70. XX wieku i druga fala feminizmu były okresem naznaczonym walką o prawa kobiet, sprzeciwem wobec nierówności płciowych oraz dążeniem do wyzwolenia i nieskrępowanego mówienia o własnej seksualności. Dziś nadal obecny jest problem kobiecego ciała zawłaszczonego przez system norm i postrzeganego przede wszystkim przez pryzmat wyglądu. Czy ciało zyskuje znaczenie dla innych dopiero w momencie, gdy zostaje uznane za atrakcyjne? Czym jest współczesne piękno i czy można redefiniować jego pojęcie? Czy jest zależne od kultury? A może od wprawnej ręki chirurga? Czy wirtualna przestrzeń przyczynia się do unifikacji wzorców kobiecego piękna i staje się ograniczeniem dla różnorodności? Czy próba stworzenia siebie na nowo prowadzi do odarcia się z własnej tożsamości? Czy piękno wykreowane może przekroczyć granicę i stać się kiczem, czy też sztuczność sama w sobie może być współczesną formą estetycznej kreacji? A może piękno posiada jednak wymiar ponadczasowy, wykraczający poza zmienne normy społeczne i kulturowe?